12 gru 2013

Zdjęcia dokumentów w serwisach społecznościowych. Niebezpieczna moda

Wśród Polaków zaczyna panować nowa, niebezpieczna moda. W serwisach społecznościowych coraz częściej możemy natknąć się na zdjęcia dowodu osobistego, prawa jazdy czy karty kredytowej. Ich autorzy nie zdają sobie sprawy, jak taki nieostrożny ruch może szybko zniszczyć im życie. O sprawie informuje Niebezpiecznik.pl.

Zwyczaj wrzucania prywatnych zdjęć do internetu bardzo ewoluował w Polsce od czasu pierwszych doświadczeń użytkowników z serwisami takimi jak Fotka.pl czy Nasza-Klasa. Teraz naszym ulubionym narzędziem jest oczywiście Facebook, jednak coraz większą popularnością cieszy się należący do amerykańskiego giganta Instagram, który dodatkowo pozwala na nakładanie na fotografie ciekawych filtrów. Obserwujemy w statystykach bardzo dużą migrację w tym kierunku - szczególnie wśród nastolatków. To właśnie oni najczęściej chwalą się nowo uzyskanymi dokumentami innym użytkownikom sieci społecznościowych, udostępniając zdjęcia z Instagrama także na coraz bardziej popularnym Twitterze.
Jak pisze Niebezpiecznik.pl, już po kilkunastu minutach poszukiwań odnaleźli oni zdjęcia:
- praw jazdy,
- dowodów osobistych,
- kart kredytowych,
- paszportów,
- fragmentów dowodów rejestracyjnych, legitymacji szkolnych, mandatów.
Oczywiście wszystkie opublikowane dokumenty (z wyjątkiem dwóch przypadków) nie zostały w żaden sposób zabezpieczone przed odczytaniem. W związku z tym można było uzyskać z nich dane, takie jak:
- imię i nazwisko,
- numer karty,
- serię i numer dokumentu,
- adres zamieszkania,
- datę urodzenia,
- PESEL,
- imiona rodziców.
Niektóre fotografie pokazywały wręcz pełen komplet dokumentów. Zdecydowaliśmy się ich nie publikować.
Dlaczego oni to robią?
Osoby, które decydują się na wrzucenie podobnych zdjęć do internetu, najczęściej już w podpisie tłumaczą, dlaczego to robią. Często jest to chęć pochwalenia się zdaniem egzaminu i odebraniem prawa jazdy lub otrzymaniem pierwszego w życiu dowodu osobistego. W wielu przypadkach okazują w taki sposób radość z uzyskania karty kredytowej z wyższym limitem, bądź wprost przeciwnie – niezadowolenie z powodu otrzymania wysokiego mandatu.
Oczywiście nie można ukarać nikogo za brak dbałości o prywatność. Jednak akurat w tym przypadku kara przychodzi często sama – dane są wykorzystywane przez przestępców do różnego rodzaju kradzieży, pozyskiwania kredytów lub też zwyczajnego ściągania pieniędzy z konta autora.
Świetny przykład stanowi dziewczyna, która opublikowała zdjęcie swojej karty kredytowej na Twitterze, ciesząc się, że ta wreszcie do niej dotarła. Przy okazji zdradziła niestety także kod zabezpieczający (CVV/CVC), pisząc, że jest on dokładnie taki jak jej urodziny. Oczywiście po niedługim czasie jej konto zostało wyczyszczone, a karta jest już zablokowana. Sprawa została szeroko skomentowana przez media, a jej wpis podbił internet (poniżej kopia tweeta).
Nie rób tego!
Przestrzegamy – nie wrzucaj zdjęć żadnych dokumentów czy papierów zawierających dane osobowe lub dane wrażliwe do internetu! Przestępcy potrafią doskonale wykorzystać taką sytuację i tylko czekają na twój błąd. Opróżnienie konta może okazać się niskim wymiarem kary – zawsze możesz obudzić się z dużym kredytem do spłacenia, który będzie ciągnął się za tobą do końca życia. Naprawdę nie warto narażać się na takie problemy tylko po to, żeby pochwalić się przed znajomymi.
Źródło: Niebezpiecznik.pl


24 lis 2013

Szczurek: po 15 latach pora pożegnać się z obecną ordynacją podatkową

Przyszły minister finansów Mateusz Szczurek powiedział podczas sobotniej konwencji PO w Warszawie, że po 15 latach czas pożegnać się z obecną ordynacją podatkową, którą trzeba zastąpić nowym kodeksem podatkowym z listą praw podatnika. 

- To jest robota na być może dłużej niż dwa lata, ale mnie się nie śpieszy - podkreślił przyszły minister finansów. - Nie wiem, jak państwu, ale premier Jan Krzysztof Bielecki podobno zagospodarował mnie już na sześć lat w ministerstwie finansów. Za innych nie gwarantuję - dodał. 

- Nie da się osiągnąć spadku bezrobocia, wzrostu zamożności Polaków na dłuższą metę "na kredyt". To nie jest kwestia najbliższych dwóch lat, ale kolejnych 20 czy 50 lat - podkreślił Szczurek. 

Jak ocenił, oszczędności "nie wezmą się z II filara z OFE, gdzie przesuwamy oszczędności z jednego miejsca w drugie". Przekonywał, że "jeżeli patrzymy na system emerytalny, to musi być trzeci filar", a w przypadku rynku pracy - "chodzi o sprawiedliwe zasady oskładkowania pracy". 

- Chodzi też o dyscyplinę w finansach publicznych, to też jest źródło oszczędności. Nie sposób pogodzić ogromnego wzrostu wydatków prorozwojowych, stabilizującej reguły wydatkowej, wyjścia z procedury nadmiernego deficytu, bez gruntownego przeglądu wydatków państwa. Trzeba uważać, na co wydaje się pieniądze. Tym bardziej trzeba uważać, im lepiej jest w gospodarce, im więcej mamy unijnych pieniędzy do wydania. Normalność oznacza ostrożnie wybierać priorytety - powiedział Szczurek

Według niego po 15 latach "czas pożegnać się z obecną ordynacją podatkową", którą "trzeba zastąpić nowym kodeksem podatkowym z listą praw podatnika". - Musimy pogodzić interesy sytemu finansów publicznych, podatników i przedsiębiorców, i konieczność stworzenia takiego systemu, który będzie sprzyjał dobrobytowi i wzrostowi gospodarczemu - mówił przyszły minister finansów. 

Szczurek podkreślił, że liczy na współpracę z Sejmem, Kancelarią Prezydenta, przedsiębiorcami czy specjalistami podatkowymi. 

To co resort finansów musi zrobić szybko to - zdaniem Szczurka - "uczynić życie uczciwych podatników mniej uciążliwym". - Marzy mi się, by aparat państwowy i podatnicy zaczęli się darzyć większym zaufaniem - mówił. To jest - podkreślił - "kapitał społeczny, bez którego prawdziwy dobrobyt nie jest w państwie możliwy".


finanse.wp.pl

23 lis 2013

Fiskus dobiera się do portfeli sportowców

Urzędy skarbowe zorientowały się, że sportowcy, którzy zakładają firmy reklamowe oszczędzają na podatku. I to sporo. Dlatego zmienia swoje poglądy - pisze "Rzeczpospolita". 

Sportowcy, aktorzy czy dziennikarze za pomocą własnych firm reklamowych dokonują optymalizacji podatkowej. 
Zysków z podstawowej aktywności, czyli uprawiania sportu czy artystycznych dokonań, nie rozliczą jak przedsiębiorcy - tego rodzaju czynności nie należą do działalności gospodarczej. Natomiast reszta - zarobki z udostępniania wizerunku, promowania sponsora, występowania w mediach, uczestnictwa w koncertach - może być wykazywana w firmie. 

Skarbówka długo to tolerowała. Do czasu. Niedawno zdecydowała, że udostępnianie wizerunku nie może być rozliczane w działalności gospodarczej. Wynagrodzenie z tego tytułu jest bowiem przychodem z praw majątkowych. Powinno być więc opodatkowane według skali. 

Zdaniem Tomasza Piekielnika, doradcy podatkowego w kancelarii Piekielnik i Partnerzy, MF ewidentnie zorientowało się, że znane osoby za dużo oszczędzają na podatku i postanowił to ukrócić. 

- Takie stanowisko budzi jednak wątpliwości. Fiskus sam przyznaje, że udostępnienie wizerunku nie wiąże się z przeniesieniem praw autorskich, nie mamy też do czynienia z prawami pokrewnymi. Mimo to jego zdaniem wynagrodzenie jest przychodem z praw majątkowych, gdyż ich katalog jest otwarty. To mało przekonująca argumentacja - dodaje doradca podatkowy. 

Według eksperta zmiana podejścia zmusi celebrytów do modyfikacji umów ze sponsorami. Jeśli nie będą chcieli ryzykować sporów o udostępnianie wizerunku, ograniczą swoje obowiązki do świadczeń.

finanse.wp.pl

Oszustwo na "konia trojańskiego" - w Hiszpanii okradają w ten sposób walizki turystów

W Hiszpanii złodzieje wymyślili nową metodę okradania turystów. Zwinni przestępcy chowają się w dużych walizkach, które ich koledzy wkładają do luków bagażowych autobusów, a ci okradają bagaże innych podróżnych w trakcie jazdy.
Dziennik The Times informuje, że łupem "ludzi-gum" padają głównie drobne kosztowności, jak aparaty fotograficzne i biżuteria. Po dokonaniu kradzieży złodziej ponownie zamyka się w środku walizki, aż do czasu gdy autobus dotrze na miejsce.
Zgłoszenia takich przestępstw początkowo spotykały się z niedowierzaniem policjantów, jednak gdy w 2011 roku pięciu turystów zgłosiło kradzież podczas podróży autobusami firmy "Barcelona Bus", ich skargi zostały wzięte pod uwagę i potraktowane poważnie. Podstęp wykryto dzięki obserwacji... mężczyzny rozmawiającego z walizką.
Rzecznik katalońskiej policji Mossos d'Escuadra w rozmowie z The Times powiedział: "Metoda na konia trojańskiego jest dość rzadka, ale zdarza się. Radzimy turystom, by zostawiali wszystkie cenne rzeczy w hotelu."Turystom zaleca się również szczególną ostrożności w Barcelonie, gdzie drobna przestępczość, głównie kradzieże kieszonkowe, jest bardzo wysoka.
onet.pl


22 lis 2013

Spółki węglowe utworzyły blisko 3 mld zł rezerw na węglowe deputaty


Łączna wartość rezerw, tworzonych przez spółki węglowe w związku z koniecznością zapewnienia deputatu węglowego emerytom górniczym, sięgnęła blisko 3 mld zł - poinformował dyrektor departamentu górnictwa w Ministerstwie Gospodarki Maciej Kaliski.


Podczas piątkowej konferencji w Katowicach, poświęconej sytuacji górnictwa węgla kamiennego, dyrektor wskazał na obciążenia po stronie kosztów, które dodatkowo - niezależnie od sytuacji na rynku węgla - negatywnie wpływają na kondycję górniczych spółek. Jednym z nich jest konieczność zapewnienia węgla - lub ekwiwalentu pieniężnego - górniczym emerytom.
Według danych MG, z deputatu korzysta ponad 250 tys. emerytów, a roczne koszty węgla dla nich sięgają 355 mln zł (w tym ok. 250 mln zł dla ok. 160 tys. emerytów w Kompanii Węglowej). Dyr. Kaliski wskazał na konieczność przeanalizowania i wypracowania nowych rozwiązań w tym zakresie.

"Nie jestem za odbieraniem praw nabytych, ale trzeba się zastanowić w spółkach, wraz ze stroną społeczną, czy np. nowoprzyjmowani pracownicy mają z tych przywilejów nadal korzystać. Warto pomyśleć o tym, kto będzie finansował te świadczenia za 30 lat. Skarb Państwa? My wszyscy?" - mówił Kaliski.

Według dyrektora do zasadniczych problemów górnictwa należą wysokie i nieelastyczne koszty pracy. Np. w Kompanii Węglowej wynagrodzenia i inne świadczenia dla pracowników sięgnęły już 65 proc. wszystkich kosztów. To m.in. efekt zmniejszenia kosztów w innych dziedzinach.
Kompania analizuje możliwość likwidacji niektórych świadczeń (np. dopłat na przybory szkolne dla pracowników posiadających uczące się dzieci), zapewnia jednak, że nie zamierza zmniejszać płac górników.

Artur Maziarka z grupy doradczej Deloitte wskazał, że w dłuższej perspektywie utrzymanie tak wysokiego udziału wynagrodzeń w kosztach spółek węglowych jest nie do utrzymania, jeżeli górnicze firmy mają być konkurencyjne. "Firma nie będzie w stanie reagować na jakiekolwiek zmiany rynkowe; nie będzie zdolna do elastycznego funkcjonowania" - ocenił ekspert.
Ekspert grupy Boston Consulting Oktawian Zając, który przeanalizował obecne koszty w górnictwie, ocenił, że trzeci kwartał tego roku może być "pozytywną jaskółką", ponieważ średnie koszty produkcji tony węgla po raz pierwszy od dłuższego czasu nieznacznie spadły - z ok. 305 zł po drugim kwartale do ok. 299 zł po trzecim kwartale (to i tak o 68 groszy więcej od średniej ceny węgla).

"Pytanie, czy to widoczne w trzecim kwartale zmniejszenie kosztów jest zjawiskiem trwałym, czy jest to tylko jednorazoww efekt" - powiedział Zając, wskazując, że zmniejszenie kosztów nie wynikało z obniżki kosztów pracy, ale innych kosztów, np. usług i energii.
Eksperci wskazywali też na konieczność poprawy efektywności pracy kopalń poprzez wydłużenie faktycznego czasu pracy maszyn i urządzeń. Obecnie zdarza się, że warte kilkadziesiąt milionów zł kombajny górnicze efektywnie pracują przez 3,5-4 godziny na jednej zmianie.
PAP




Co znajdziemy w kawie zbożowej

W czasach PRL-u była pogardliwie traktowanym zamiennikiem niedostępnej w sklepach kawy naturalnej. Dziś zaczynamy doceniać, że dostarcza organizmowi cennych substancji odżywczych. Dobrze przygotowana kawa zbożowa może być również bardzo smacznym urozmaiceniem śniadania czy deseru.


Oprócz zbliżonego wyglądu i aromatu, popularna zbożówka ma niewiele wspólnego z kawą naturalną. To produkt powstający z palonych ziaren żyta, pszenicy lub jęczmienia, a czasem także korzenia mniszka, buraka cukrowego czy ususzonych liści cykorii.

To ostatnie warzywo odegrało znaczącą rolę w historii kawy zbożowej, która pojawiła się w Polsce pod koniec XVIII w. W 1818 r. bracia Ferdynand i Wilhelm Bohm uruchomili na przedmieściach Włocławka fabrykę, w której przetwarzano sprowadzaną z Holandii cykorię, wykorzystywaną m.in. do produkcji napoju przypominającego w smaku bardzo drogą wówczas kawę sprowadzaną z Ameryki Południowej. 
Aromatyczny proszek rozpuszczany w wodzie lub mleku szybko zyskał dużą popularność w naszym kraju. Po II wojnie światowej stał się produktem spożywanym masowo, ponieważ był jedynym dostępnym w sklepach zamiennikiem nieosiągalnej kawy. Z tego też powodu po 1989 r. zapomnieliśmy o zbożówce, zachwycając się egzotycznymi ziarnami z plantacji w Brazylii czy Kolumbii. Na szczęście w ostatnich latach znów wzrasta zainteresowanie kawą zbożową, która okazuje się nie tylko smacznym, ale i bardzo zdrowym napojem.

Napój pełen zdrowia

Kawa zbożowa dostarcza organizmowi wielu cennych substancji. W składzie większości tego typu produktów oferowanych na polskim rynku znajdziemy wspomnianą już cykorię, która wspomaga procesy trawienia, reguluje pracę jelit i pobudza łaknienie.

Zbożówka to także bogactwo błonnika (obniża poziom cholesterolu, poprawia perystaltykę jelit i wzmaga uczucie sytości), magnezu (obniża poziom stresu, przywraca równowagę psychiczną, działa kojąco na nerwy), selenu (reguluje aktywność hormonów tarczycowych i wzmacnia odporność) oraz witamin z grupy B ( wspomagają układ odpornościowy, poprawiają samopoczucie, pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu mózgu i są niezbędne w procesie przemiany białek).

Ważnym składnikiem kawy zbożowej jest inulina – naturalny prebiotyk wspomagający wchłanianie wapnia, będący też doskonałą pożywką dla mikroflory jelitowej.

Dużą zaletą produktu jest również obecność w nim związków zwanych polifenolami. Charakteryzują się silnym działaniem antyoksydacyjnym oraz przeciwnowotworowym. Polifenole usuwają z organizmu wolne rodniki, które mogą uszkadzać tkanki i przyspieszać proces starzenia się organizmu. 


kuchnia.wp.pl

Jak krwawy dyktator Korei Północnej Kim Ir Sen szukał sposobu na nieśmiertelność

Była lekarka Kim Ir Sena, założyciela i przywódcy Korei Północnej, zdradziła, że dyktator szukał sposobu na nieśmiertelność, a przynajmniej znacznego przedłużenia swojego życia. Nad zapewnieniem wodzowi długowieczności pracował sztab najlepszych lekarzy, a pod koniec życia przetaczał sobie krew młodych mężczyzn. 

Na czele zespołu, szukającego klucza do życia wiecznego, stała doktor Kim So-yeon, która w 1992 roku zbiegła do Korei Południowej. Teraz wydała książkę, w której opisała swoją niezwykłą historię. Pisze o niej południowokoreański dziennik "Chosun Ilbo". 

Lekarka ujawnia, że gdy w 1977 roku Kim Ir Sen osiągnął wiek 65 lat, zebrał najlepszych w kraju lekarzy, tworząc zespół, którego zdaniem miało być znalezienie sposobu na przedłużenie jego życia. Medycy przeanalizowali ponad 1700 gatunków roślin zielarskich używanych przez tradycyjną medycynę orientalną. Założono specjalne uprawy i przeprowadzono eksperymenty Wszystko po to, by przywódca Korei Północnej i jego syn Kim Dzong Il mogli dożyć co najmniej 120 lat - pisze "Chosun Ilbo". 

Lekarze stale monitorowali zdrowie przywódcy, skrupulatnie zbierając i zapisując wszelkie informacje, łącznie z tym, co jadł. Mimo to w drugiej połowie lat 80. Kim Ir Sen zaczął znacznie podupadać na zdrowiu. Według lekarki zaczął chorować na przewlekłą miażdżycę tętnic. 

Stwierdzono, że prawdopodobną przyczyną choroby był stres, zalecono więc, by "Wielki Wódz" częściej się śmiał. W tym celu organizowano występy aktorów i małych dzieci, które miały go rozweselić. Tym, którym udało się sprawić, że dyktator zaśmiał się pięć razy w ciągu dnia, nadawano państwowy tytuł "zasłużonego aktora". 

Kim So-yeon w swej książce podkreśla, że Kim Ir Sen ignorował jednak zalecenia lekarzy co do zdrowego trybu życia i w ogóle o siebie nie dbał, licząc na cudowny środek, który przedłuży mu życie. Na kilka lat przed śmiercią rozkazał przetaczać sobie krew młodych mężczyzn. 

Zdaniem lekarki liczne transfuzje sprawiły, że jego grupa krwi zmieniła się z AB na B, co miało wpłynąć na jego osobowość - z osoby towarzyskiej i charyzmatycznej zamienił się w człowieka wyrachowanego i zamkniętego w sobie. W Azji rozpowszechniony jest pogląd, że grupa krwi determinuje cechy charakteru. 

Tyran ostatecznie nie dożył upragnionych 120 lat - w 1994 roku zmarł na zawał serca mając 82 lata. Cztery lata później doczekał się jednak symbolicznej nieśmiertelności, bowiem ogłoszono go "Wiecznym Prezydentem" Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. 

Nie wiadomo, czy syn Kim Ir Sena, Kim Dzong Il, również szukał rozwiązania tajemnicy długowieczności. Jeśli tak, to efekty były mizerne, bowiem nawet nie zbliżył się do wieku ojca. Podobnie jak on zmarł na zawał w 2011 roku, w wieku 69 lub 70 lat.

(tbe)   wp.pl

21 lis 2013

Grupowe pułapki ubezpieczeniowe


Masz grupowe ubezpieczenie w banku? Fatalna sprawa. Nie dość, że możesz płacić za nie nawet 100 proc. więcej niż normalnie, to na dodatek nie masz żadnych praw. Zachorujesz, będziesz miał wypadek albo nie daj Bóg umrzesz, twoja rodzina nie dostanie ani grosza. 

W tej pułapce tkwią setki tysięcy Polaków, zdecydowana większość kredytów konsumenc

kich i mieszkaniowych jest ubezpieczona właśnie na tej zasadzie. Brutalna prawda jest taka, że banki zabezpieczyły swój interes, kosztem życia i zdrowia klientów. Ci podpisywali umowy, sądząc, że uzyskują tanią ochronę w razie kłopotów ze zdrowiem i śmierci, tymczasem uzyskanie odszkodowania z takiej polisy graniczy niekiedy z cudem. 

Wprawdzie trwają prace nad regulacją tego rynku, ale nie należy spodziewać się rewolucji - alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna". 

20 miliardów złotych - na tyle szacuje się wartość rynku ubezpieczeń grupowych w Polsce. To taka polisa, gdzie na podstawie jednej umowy oferuję się ochronę większej ilości podmiotów. Z pozoru szybka i łatwa ochrona, ale kiedy przychodzi do uzyskiwania odszkodowania, to już nie jest tak różowo. Jak wynika z danych rzecznika ubezpieczonych, tylko w zeszłym roku 20 proc. próśb o interwencję stanowiły skargi właśnie na grupowe ubezpieczenia bankowe. 


- Sytuacja prawna osób, które przystępują do ubezpieczenia grupowego, różni się znacznie od sytuacji osób indywidualnych zawierających umowy ubezpieczenia - powiedziała "DGP" dr Małgorzata Więcko-Tubowiecka z Biura Rzecznika Ubezpieczonych. 

Przystępując do ubezpieczenia grupowego, osoby w wieku emerytalnym będą płaciły składkę z tytułu urodzenia dziecka czy zgonu rodziców, co jest po prostu bez sensu. Dodatkowo jeśli przed przystąpieniem do takiego ubezpieczenia zdiagnozowano u klienta chorobę, to raczej nie ma on co liczyć na to, że w przypadku jego śmierci na skutek choroby rodzina dostanie odszkodowanie. 


"DGP" podało ceny ubezpieczenia mieszkania w banku i bezpośrednio u ubezpieczyciela. W przypadku kupna polisy od Allianz bezpośrednio od towarzystwa zapłacimy tylko 100 zł, zaś korzystając z pośrednictwa banku aż 221 zł. Podobna sytuacja jest w przypadku PZU - 81 zł różnicy, Generali - 54 zł różnicy, oraz Warty - 6 zł różnicy. Nie ma różnicy w przypadku cen od grupy BRE Ubezpieczenia, a niewiele tańsze, bo tylko o 3 zł, jest ubezpieczenie grupowe Interrisk. 

Zresztą cena i warunki to nie jedyne minusy ubezpieczeń grupowych. Ich forma jest taka, że obchodzą one przepisy o pośrednictwie ubezpieczeniowym. 

- Każdy może zawrzeć ubezpieczenie grupow
e z zakładem ubezpieczeniowym i objąć ochroną wszystkich, którzy zechcą. Nie trzeba zdawać egzaminu dla agentów ubezpieczeniowych - tłumaczy Więcko-Tubowiecka. 

Prawda jest taka, że w polskim prawie kwestia ubezpieczeń grupowych wymyka się jakimkolwiek regulacjom. W kodeksie cywilnym brak jest zapisów, zaś w ustawie o działalności ubezpieczeniowej są one potraktowane bardzo powierzchownie. 

Jak zauważa w "DGP" prof. Marcin Orlicki, z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, przed 1990 r. ubezpieczenia grupowe były głównie traktowane jako prezent od pracodawcy dla pracownika, ale w związku z tym, że koszty ponosił zatrudniający, to można było nie dawać wielu praw w polisach. Jednak pomimo zmian ekonomicznego kształtu polis grupowych nie zmieniło się nic w uregulowaniu prawnym. 

- Nadal ubezpieczonego traktuje się jako osobę, która dostała pewien dar, więc powinna być wdzięczna ubezpieczającemu, że objął ją ochroną. Problem w tym, że zrobił to za jej pieniądze. Mało tego, nie tylko ubezpieczający przekazuje pieniądze ubezpieczonego zakładowi ubezpieczeń, ale jeszcze chce na tym zarabiać, i to nie mało - powiedział dla "DGP" Orlicki. 

Jak zauważa prawnik, powstaje paradoksalna sytuacja, w której osoby ubezpieczone grupowo słono płacą za polisy, a są pozbawione praw, które mają ci, którzy wykupili ubezpieczenia indywidualne. 

Jakie to prawa? Chociażby możliwość odstąpienia od umowy, wypowiedzenia jej czy przywilej zgłoszenia roszczeń przeciwko pośrednikowi ubezpieczeniowemu. Często zresztą ubezpieczony nie jest odpowiednio informowany o zmianie długości ochrony ubezpieczeniowej czy nie ma wpływu na zmianę warunków ubezpieczenia. 

Działająca przy Ministerstwie Sprawiedliwości komisja kodyfikacyjna planuje podjąć działania, które wzmocnią pozycję osób ubezpieczonych grupowo. Jednak nie należy spodziewać się rewolucji, a raczej pewnych dodatkowych regulacji. 

- Po pierwsze trzeba podjąć działania legislacyjne, które wyeliminują przypadki nieuczciwego działania ze strony ubezpieczającego. Po drugie to na ubezpieczającym powinny spoczywać obowiązki przekazywania wszystkich niezbędnych informacji ubezpieczonym - powiedział w "DGP" Michał Romanowski, członek komisji.


finanse.wp.pl

Abonament RTV do lamusa. Wiemy, ile zapłacisz od 1 stycznia 2015 r.

Opłata audiowizualna za mniej niż 10 zł


Przyszła opłata audiowizualna może wynieść mniej niż 10 zł! W zamian TVP i Polskie Radio będą musiały ograniczyć liczbę stacji. W rozmowie z WP.PL Jan Dworak, prezes Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zapewnia też, że jest zwolennikiem abolicji abonamentowej.
 

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad założeniami do ustawy o finansowaniu mediów publicznych. Projekt jest tajny i nie wiadomo, kiedy ujrzy światło dzienne. Ostatnio mówi się, że przepisy wejdą w życie od 1 stycznia 2015 roku. Nowy abonament będą wtedy płacić wszystkie gospodarstwa domowe. 

Choć sprawa dotyczy każdego Kowalskiego, nadal nie wiadomo, o ile opłata uszczupli domowe budżety. Prezes TVP Juliusz Braun mówił WP.PL we wrześniu, że nowa opłata powinna wynieść 20 zł. Szef KRRiT jest zdania, że powinna być dużo niższa. 

- Według symulacji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji opłata powinna się mieścić między 10 a 14 zł miesięcznie. Wyliczyliśmy ją na podstawie potrzeb funkcjonujących program
ów Telewizji Publicznej, Polskiego Radia oraz rozgłośni regionalnych - mówi WP.PL Jan Dworak, szef KRRIT. 

Jak zaznacza, teraz wszystko w rękach ministerstwa kultury oraz parlamentarzystów. Pierwsi muszą stworzyć ramy projektu, drudzy go przyjąć. To oni zadecydują, ile będziemy płacić i za co. A zdaniem Dworaka możliwe jest nawet wprowadzenie niższej opłaty. 

- Ustawodawca może powiedzieć, że nie chce tak dużo programów telewizyjnych czy radiowych. Przecież może stwierdzić: wolę pięć oddziałów telewizji regionalnej, a nie 16. Z trudem to sobie dziś wyobrażam, ale jest taka możliwość. Wtedy oczywiście opłata może być niższa - mówi WP.PL prezes KRRiT. 

Zaznacza, że urzędnicy i posłowie mogą zażyczyć sobie, że programów może być też więcej. To jednak bardzo mało realna perspektywa. 

Dworak zwraca też uwagę na kwestię tego, kto ma płacić. Dziś zwolnieni z opłaty są m.in. emeryci, bezrobotni czy głusi. 

- Dziś z około 14,5 mln gospodarstw domowych zwolnionych z opłaty jest około 3 mln. Ustawodawca musi się zastanowić, czy warto tak dużą liczbę utrzymać, czy może w pewien sposób zmniejszyć albo zwiększyć. Nasze założenia mówiące o opłacie nieco ponad 10 zł bazują na obecnej liczbie zobowiązanych do płacenia - zaznacza WP.PL szef Krajowej Rady. 

Jednocześnie zaznacza, że obecne przepisy dotyczące zwolnienia z abonamentu są dość zagmatwane i dają pole do nadużyć. Przy okazji tworzenia nowej ustawy warto system uszczelnić. 

- Uważam, że grupy, które są zwolnione z abonamentu na pewno w znacznej części na takie zwolnienia zasługują. Nie należy jednak utrzymywać nieprawidłowości. Jeśli jest rodzina o niezłych dochodach, która powinna płacić abonament czy w przyszłości opłatę audiowizualną, a odbiornik rejestruje się na babcię, to dla mnie jest to nadużycie. Zachowanie ulg tak, ale nadużycia nie - mówi Dworak. 

Zdaniem prezesa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji mało prawdopodobne jest, by osobom zalegającym z opłacaniem abonamentu, zostały darowane ich zobowiązania. O sprawie od kilku miesięcy pisze WP.PL  

Abolicja abonamentowa to trudne zagadnienie prawne. Wbrew pozorom niełatwo to załatwić. Osobiście optuję za jego wprowadzeniem. Oczywiście pod warunkiem, że abonament zostanie zastąpiony przez nowoczesną opłatę audiowizualną. Wówczas należy zaprzestać ścigania osób, które nie płaciły na media publiczne - uważa Dworak. 

Według danych KRRiT z sierpnia tego roku z zapłatą abonamentu zalega blisko 3 mln Polaków. Łączna kwota zaległości to ponad 2,2 mld zł. 

finanse.wp.pl